GIMNAZJUM IM. MIKOŁAJA KOPERNIKA W JABŁONOWIE POMORSKIM

 

PROJEKT Opowiem Ci o wolnej Polsce

wywiad z p. Emilem Plisem - uczestnikiem walk II wojny światowej

Sprawozdanie
Wywiad z p. Plisem
Wspomnienia p. Plisa
Kalendarium
Dokumenty
Autorzy
Mapa serwisu

 

Mój obowiązek to walka o Polskę

 

Wspomnienia pana Emila Plisa - uczestnika walk

w okresie II wojny światowej

 

Zebranie i weryfikacja materiałów:

Ewa Rzepka oraz uczniowie

z Koła Historii Regionalnej “Trzy kłosy”

działającego przy gimnazjum

 

Opracowanie językowe, stylistyczne i korekta:

Ewa Maliszewska

 

Skład komputerowy:

Ryszard Maciejewski

 

Jabłonowo Pomorskie 2008


 


 

Spis treści


Wstęp

      Koło Historii Regionalnej „Trzy kłosy” przy Gimnazjum w Jabłonowie Pomorskim działa już kilka lat, ale dopiero w roku szkolnym 2007 / 2008 członkowie koła – uczniowie klasy III b wraz z opiekunem – panią Ewą Rzepką odważyli się przystąpić do projektu „Opowiem Ci o wolnej Polsce”. „Opowiem Ci o wolnej Polsce” to program edukacyjny przygotowany przez Centrum Edukacji Obywatelskiej, Instytut Pamięci Narodowej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego. Celem programu jest przybliżenie młodym ludziom wydarzeń związanych z najnowszą historią Polski. Zadanie uczniów polega na odnalezieniu świadka, a zarazem uczestnika wydarzeń lat 1939 – 1989. Kolejny etap to spisanie przeżyć świadka oraz weryfikacja i opracowanie zgromadzonych materiałów.

      Członkowie Koła „Trzy kłosy” poprzez Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych dotarli do pana Emila Plisa. Już po pierwszej rozmowie okazało się, że jest to bohater, jakiego szukaliśmy. Pan Emil Plis był uczestnikiem wydarzeń września 1939 roku, członkiem Armii Krajowej oraz żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego. Zainteresował nas też fakt, że pan Plis pochodził z Podkarpacia. Jak się dowiedzieliśmy powojenne losy rodziny Plis są równie ciekawe, jak te z czasów okupacji niemieckiej. Najpierw pobyt w Legnicy, potem przeprowadzka do Grudziądza, dwa lata później do Jabłonowa Pomorskiego. A wszystko to z dwóch powodów: po pierwsze pan Plis był pracownikiem kolei, a po drugie nie chciał wstąpić do partii, zapisać się do PZPR. Wszyscy wiemy, że taka odmowa rodziła w czasach PRL – u trudności nie tylko w życiu zawodowym, ale i w życiu codziennym. Pomimo to, jak mówił nasz świadek, zawsze trzeba uczciwie i z pełnym zaangażowaniem pracować i wykonywać przydzielone obowiązki.

      Pan Emil Plis był aktywnym członkiem naszej lokalnej społeczności. Przez wiele lat pełnił funkcję prezesa Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. O dobrym pełnieniu tej funkcji świadczą liczne podziękowania władz związku, jak i władz samorządowych. Dodatkową pasją pana Plisa było wędkarstwo, o czym też świadczą uzyskiwane odznaczenia.

      Wojenne losy pana Emila Plisa zaczęliśmy spisywać w grudniu 2007 roku. Dodatkowo otrzymaliśmy od świadka wydarzeń, spisane już w 1998 roku, fragmenty jego wspomnień, co ułatwiło nam pracę. Kolejnym etapem było uporządkowanie spisanych wspomnień oraz opatrzenie ich przypisami i załącznikami. W planach mieliśmy też organizację spotkania świadka wydarzeń z szerszym gronem młodzieży. Te plany przekreśliła choroba i śmierć pana Emila Plisa 14 lutego 2008 roku. W obliczu tego faktu tym bardziej czujemy się

w obowiązku ocalić jego przeżycia od zapomnienia.

       W pracach nad projektem szczególnie wyróżnili się dwaj uczniowie klasy III b – Dawid Adamski i Seweryn Błażejewski. Opracowanie stylistyczne, językowe oraz korekty pracy dokonała pani Ewa Maliszewska. Składu komputerowego oraz opracowania zgromadzonych materiałów w formie elektronicznej dokonał pan Ryszard Maciejewski. Nauczycielem-koordynatorem projektu była pani Ewa Rzepka.

      Autorzy pracy, członkowie Koła „Trzy kłosy” wraz z opiekunem pragną podziękować za wsparcie i współpracę pani Elżbiecie Zielaskowskiej – dyrektor Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Jabłonowie Pomorskim.


 


 

Wspomnienia pana Emila Plisa,
uczestnika walk w okresie II wojny światowej

Przed wybuchem wojny

       Pochodzę z Podkarpacia. Urodziłem się dnia 28 stycznia 1923 roku w Nowej Wsi koło Kolbuszowej[1], w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej w miejscu zamieszkania wstąpiłem w marcu 1936 roku, jako ochotnik, do orkiestry dętej Związku Strzeleckiego w Kolbuszowej[2]. Orkiestra działała pod kierunkiem kapitana rezerwy pana Jerzego Januszewskiego, który na co dzień pełnił funkcję sekretarza w Starostwie Powiatowym w Kolbuszowej. Spotkania, próby (tzw. „zgrywki”) oraz ćwiczenia wojskowe odbywały się w każdą niedzielę. Oddziały strzeleckie uroczyście maszerowały do kościoła na mszę świętą, która była odprawiana o godzinie dziewiątej rano. Popularnie mówiono, że była to msza Kurpińskiego, ponieważ to on zawsze był odpowiedzialny za jej muzyczną oprawę. Dodatkowe próby orkiestry odbywały się w dni powszednie, we wtorki i w czwartki. Ponadto w miarę potrzeb, na przykład, gdy był zaplanowany koncert, próby robiono częściej. Koncerty odbywały się w wielu miejscowościach powiatu kolbuszowskiego. Każdego roku w maju dochodził kolejny obowiązek. Członkowie orkiestry o wyznaczonych godzinach, zawsze o szóstej rano i osiemnastej wieczorem, grali hejnał oraz pieśni maryjne. Grało trzech muzyków, w tym kornet i baryton. Należy dodać, że wszystkie instrumenty oraz umundurowanie było własnością Związku Strzeleckiego, a każdy członek miał je w domu niejako w depozycie. W ramach przynależności do Związku Strzeleckiego odbywałem również zajęcia wojskowe. Zawsze organizowano też ćwiczenia w terenie. Funkcjonowały one jako obóz letni i zimowy. W trakcie pobytu na takim obozie ćwiczono strzelanie i obchodzenie się z bronią. Najbardziej dotyczyło to tych, których już obowiązywała służba wojskowa. Oprócz wielkiego zaangażowania w działalność związku i orkiestry dętej na co dzień pomagałem ojcu w gospodarstwie, które stanowiło źródło utrzymania całej rodziny.

      W roku 1937 wziąłem udział w zlocie Związku Strzeleckiego w Przemyślu, oczywiście przebywałem tam jako osoba wchodząca w skład orkiestry. W roku następnym (1938 r.) taki sam zlot odbył się we Lwowie, gdzie uroczystą defiladę odbierał Minister Spraw Wojskowych gen. Kasprzycki[3]. W tym czasie funkcję dowódcy okręgu przemyskiego pełnił generał Ludwik Mieczysław Boruta-Spiechowicz[4]. Podczas tego zlotu uczestniczyłem między innymi w uroczystości składania wieńców na grobach poległych „orląt lwowskich” na cmentarzu w Łyczakowie[5]. W trakcie zlotu, poza oficjalnymi wystąpieniami, przydarzyła mi się mała przygoda, a mianowicie zgubiłem ustnik od instrumentu muzycznego, za co otrzymałem naganę od swojego kapelmistrza[6].

      Z czasów przedwojennych utkwił mi jeszcze jeden epizod. W 1938 roku litewscy żołnierze zabili polskiego strażnika pogranicza o nazwisku Serafin[7]. Pochodził on z powiatu kolbuszowskiego, z Dzikowca. Za zaistniałe zdarzenie władze litewskie przeprosiły rodzinę zmarłego, a nawet wypłacili jej 20 tys. złotych odszkodowania. Pogrzeb strażnika zadecydował o przyjeździe do Kolbuszowej polskich władz reprezentowanych przez samego premiera Sławoja-Składkowskiego[8]. W trakcie uroczystości przygrywała orkiestra Związku Strzeleckiego, do której ja również należałem. Po oficjalnych uroczystościach i złożeniu kondolencji rodzinie zmarłego premier, nie tylko podszedł do członków Związku, ale nawet postawił nam skrzynkę piwa. Spotkanie z premierem zapamiętałem jako swojskie i sympatyczne.

      3 maja 1939 roku miało miejsce inne, tym razem podniosłe wydarzenie - uroczyste obchody uchwalenia Konstytucji 3 Maja w Kolbuszowej. Połączone ono zostało z uroczystością przekazania darów od społeczeństwa (w postaci karabinów maszynowych – były to cztery CKM-y) miejscowej jednostce Wojska Polskiego oraz z aktem przysięgi wojskowej złożonej przez członków Związku Strzeleckiego[9]. Taką przysięgę złożyłem również ja. Od tego momentu członkowie Związku zostali wciągnięci jako jednostka pomocnicza w skład 17 Pułku Piechoty. Siedziba tego pułku mieściła się w Rzeszowie[10]. Powyższe uroczystości oceniam jako ważne dla całej społeczności Kolbuszowej oraz okolicznych wsi.

 


 

Początek wojny

      Po wybuchu II wojny światowej, 3 września 1939 roku, na rowerze (z Kolbuszowej do Nowej Wsi) przyjechał goniec, który przekazał informację, by wszyscy członkowie Związku udali się na stadion do Kolbuszowej. Stadion od dawna stanowił punkt zborny członków Związku Strzeleckiego, była tam sala,  w której odbywały się spotkania. Z Nowej Wsi, wraz ze mną, wyruszyli: Jan Skiba, Stefan Kozioł, Władysław Kosiorowski, Stanisław Ozimek, Franciszek Adam Saj. Wszyscy zabraliśmy instrumenty, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do Kolbuszowej. Nikt z nas nie pożegnał się z rodziną ani nie zabrał jakichkolwiek rzeczy. Nie myśleliśmy, że ruszamy na wojnę. Kiedy dotarliśmy na stadion, dowiedzieliśmy się, że wyruszamy na Ukrainę, by chronić obiekty wojskowe[11]. Należy dodać, że wrzesień 1939 roku był wyjątkowo piękny i słoneczny.

      W poniedziałek rano, 4 września 1939 roku, wyruszyliśmy przez Sokołów Małopolski na Leżajsk. Pod Rzeszów podchodzili już Niemcy. Celem wymarszu mojego oddziału był Lwów. Od Leżajska droga prowadziła przez Jarosław, Przemyśl, Sądową Wisznię, Mościska i Gródek Jagielloński. Początkowo panował względny spokój, chociaż droga, którą maszerował mój oddział, była nękana częstymi i silnymi nalotami niemieckimi. Od Przemyśla zaczęło się piekło: częste naloty, brak posiłku i noclegu. Po drodze mijaliśmy mnóstwo uciekinierów, panował chaos i bałagan. Nikt nie wiedział, gdzie uciekać i szukać pomocy. W Przemyślu dowódca oddziału kazał nam zamienić mundury Związku Strzeleckiego na nowe. Tłumaczył to faktem, że już chłodno, a mundury strzeleckie są zbyt cienkie. Wymiana mundurów nastąpiła przy okazji rozładunku nowych. Rozładowaliśmy mundury, a w zamian załadowaliśmy na nie broń pochodzącą z przemyskich fortów[12]. Nikt nie przypuszczał, że ta zmiana mundurów na wojskowe może mieć istotne znaczenie w następnych dniach września[13].

Kiedy dotarliśmy do Lwowa okazało się, że nie jest to miasto bezpieczne. Właśnie we Lwowie duży nalot niemiecki rozbił doszczętnie nasz nowo przybyły oddział. Wówczas wraz z jedną podwodą[14] i drużyną pod dowództwem kaprala (niestety nie pamiętam jego nazwiska) ruszyliśmy na wschód przez Nowy Jaryczów, Krasne, Brody, Radziwiłłów aż do Krzemieńca. W Krzemieńcu kapral zgłosił przybycie oddziału (w oddziale było 10 osób) na komendę wojskową.

 


Atak Sowietów i w niewoli sowieckiej

      Był 17 września 1939 roku, kiedy wszyscy dowiedzieliśmy się, że granicę państwa polskiego przekroczyli Sowieci. Wtedy komenda wojskowa podjęła decyzję o skierowaniu drużyny, w której składzie ja przebywałem, do Białokrynicy do 12 Pułku Ułanów Podolskich. W Białokrynicy panował chaos, było tam kilka tysięcy żołnierzy, przeważnie pilotów. Moją drużynę, po wcieleniu do pułku, sformułowano w kompanię i pluton. Po tym przeszeregowaniu wszyscy mieliśmy wyruszyć na front pod Rawę Ruską z zamiarem walki, ale nie z Sowietami, tylko z Niemcami. Do samego wymarszu na front nie doszło, gdyż koszary wojskowe w Białokrynicy zajęli Rosjanie. O fakcie tym dowiedziałem się w momencie ładowania na podwody sześciu granatów. Rosjanin, który zastał mnie z tymi granatami w rękach, rzekł: „uchodzi”. Odpowiedziałem: „Zaraz, jak tylko odłożę granaty”. Żołnierz uśmiechnął się i powiedział, że poczeka.

Wszyscy żołnierze polscy byli poinformowani o tym, że po wkroczeniu Rosjan Naczelny Wódz Wojska Polskiego Edward Rydz-Śmigły wydał zakaz podejmowania walki z Sowietami[15]. O takim rozkazie dowiedziałem się od swojego pułkownika. W tej sytuacji wszyscy poddali się niewoli sowieckiej i zostali internowani[16]. Niektórzy oficerowie nie chcieli się z tym faktem pogodzić. Widziałem, jak kilku oficerów (przeważnie byli to piloci) nie chcąc dostać się do niewoli sowieckiej, popełniło samobójstwo. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak istotną kwestią jest to, że nie jestem w mundurze Związku Strzeleckiego. Gdyby Sowieci wzięli nas do niewoli jako „piłsudczyków”, już bym nie żył. W niewoli sowieckiej jeńców polskich podzielono. Oddzielono oficerów i podoficerów od pozostałych żołnierzy. Niestety, nie wiem, dokąd wywieziono oficerów i co się z nimi stało. Należy przypuszczać, że podzielili oni los innych oficerów zamordowanych w Katyniu[17].

      Doskonale pamiętam takie zdarzenie. Żołnierze sowieccy wyprowadzili mnie i pozostałych żołnierzy z koszar w Białokrynicy. Rozpoczął się marsz w kierunku granicy polsko - sowieckiej[18]. Nikt nie wiedział, co Sowieci planują i jakie będą nasze dalsze losy. Nad ranem po całonocnym marszu zaprowadzono wszystkich do koszar w Białokrynicy. W koszarach wszystko było poprzewracane, zniszczone, porozrzucane. Panował nieopisany bałagan, wyglądało to tak, jakby ktoś czegoś szukał. Zatem należy przypuszczać, że wyprowadzenie polskich jeńców miało na celu drobiazgową rewizję ich rzeczy osobistych i nie tylko.

W niewoli sowieckiej w Białokrynicy wzięto mnie do pracy i przydzielono do kompanii dostawczej (gospodarczej, aprowizacyjnej). Ponieważ stacjonowała tam kawaleria, moim zadaniem była obsługa koni. Wszystko było dobrze, dopóki były to konie polskie. Kiedy konie wymieniono na sowieckie (ruskie), ich obsługa była o wiele trudniejsza. „Ten piorun wszystko gryzł, kopał, wszystko gromił” - tak można opisać radzieckie konie. Jeśli nie było możliwości podejścia do tych koni, nie dostawały one jeść. W wyglądzie były to konie znacznie mniejsze od polskich, ale jak brzmiała nazwa ich rasy, nikt z obsługujących Polaków nie wiedział. Poza dbałością o konie, kompania aprowizacyjna dbała o zaopatrzenie armii sowieckiej. Jako „zaopatrzeniowiec”, pod przewodnictwem wachmistrza[19], jeździłem po wsiach i zbierałem żywność, na przykład zabierałem zwierzęta, które były przeznaczone na wyżywienie polskich jeńców. Jednak zawsze w trakcie tych wyjazdów byłem pilnowany, bym nie uciekł.

Po pewnym czasie zrobiono w koszarach zebranie jeńców polskich. Głos zabrał radziecki politruk[20], który powiedział: „Jesteście wolni, możecie iść, tylko uważajcie, bo Ukraińcy mordują polskich żołnierzy. Pamiętajcie, żebyście nie chodzili osobno, tylko tworzyli duże grupy”.

W niewoli sowieckiej przebywałem jeszcze we wrześniu 1939 roku.

 


 

Nieudany powrót do domu

      Po uwolnieniu z niewoli sowieckiej, wraz z kolegą Franciszkiem Adamem Sajem (również pochodzącym z Nowej Wsi), postanowiłem udać się do Lwowa. W Brodach zostaliśmy zatrzymani przez ukraińskich strażników i odprowadzeni na posterunek. Powodem aresztowania było pudełko na nuty, które miałem zawieszone przy pasie. Nie wiem, dlaczego wzbudziło ono niepokój Ukraińców. Na szczęście ich dowódca całą sprawę wyśmiał i kazał nas uwolnić. Byliśmy wolni. Wsiedliśmy do pociągu, oczywiście do wagonów towarowych, bo w ten sposób chcieliśmy sobie skrócić drogę. Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się od konduktora, że pociąg nie jedzie do Lwowa, tylko do Stanisławowa. Wszyscy, którzy chcieli jechać do Lwowa, w popłochu wyskakiwali z jadącego pociągu. Ja również wyskoczyłem, ale w trakcie skoku uderzyłem kolanem w latarnię zwrotnicową (w słup). Z bolącą nogą, w towarzystwie kolegów wyruszyłem, tym razem pieszo, do Lwowa. W lesie zrobiliśmy sobie postój na odpoczynek oraz załatwienie potrzeb fizjologicznych. Wtedy też natknąłem się na zwłoki zamordowanego żołnierza polskiego. Jestem przekonany, że mordu dokonali Ukraińcy. Doszliśmy do Lwowa, ale do samego miasta nie weszliśmy. Skierowaliśmy się na Gródek Jagielloński. Na trasie pomiędzy Gródkiem a Mościskami cały nasz oddział zatrzymali Sowieci, którzy bardzo szybko bez jakiegokolwiek przetrzymywania, a nawet spisywania przekazali wszystkich polskich jeńców (żołnierzy i ludność cywilną) Niemcom. Taka wymiana na umówionej granicy niemiecko-radzieckiej była dokonywana systematycznie i bez większych komplikacji[21].

 


 

W niewoli niemieckiej

      Wszystkich otrzymanych w wymianie Polaków Niemcy pod eskortą zaprowadzili do Przemyśla. Traktowano nas gorzej i okrutniej. Kilka tysięcy polskich jeńców, przeważnie wojskowych, niemieccy żołnierze uformowali w kolumnę trójkową. Jeńcy szli pieszo, a pilnujący Niemcy jechali na koniach. Jedzenia nie było. Na trasie przemarszu, za rowem oddzielającym drogę, stali ludzie i rzucali kawałki chleba. Jeśli ktoś schylił się po ten chleb, otrzymywał od pilnujących Niemców razy kolbą karabinu. Podczas postoju na jakiejś łące jeden z Niemców zabrał mi płaszcz, ale nie wiem, czy zrobił to ze złości, czy dlatego że mu się spodobał.

     Po krótkim pobycie w Przemyślu przeniesiono nas do Żurawnicy[22]. Tam, w przemienionym na koszary wojskowe klasztorze franciszkanów, stacjonowało wojsko niemieckie. Sama Żurawnica dzieliła się na Górną i Dolną. Koszary mieściły się w Żurawnicy Górnej, w Dolnej zaś była stacja kolejowa. Jeńców zaprowadzono do Żurawnicy Dolnej, gdzie podzielono ich na tzw. „cugi”, czyli plutony. Plutony liczyły po 30 ludzi, na których przypadał jeden komendant. Komendantami przeważnie byli wytypowani spośród jeńców Ślązacy. Zadecydował o tym fakt znajomości przez nich języka niemieckiego. W niewoli przebywałem wraz z kolegami, z którymi zostałem złapany na granicy niemiecko-sowieckiej. Byli to: Franciszek Adam Saj oraz pochodzący z Dąbrowy Tarnowskiej Jan Nowak[23]. W niewoli w obozie znalazł się również ksiądz. Był to Polak, ale Niemcy próbowali zrobić z niego szpiega, aby nikt z nim się nie kontaktował. Potem zabrano go w inne miejsce, ale nie wiedzieliśmy gdzie. Złe warunki sanitarne spowodowały, że w obozie wybuchła epidemia czerwonki. Nie wolno było pić wody ze studni, była ona pod strażą Niemców. Woda zatem była pod wydziałem. Aby się umyć, jeńcy chodzili do rzeki San. Dodam, że w niewoli nasze dzienne wyżywienie składało się przeważnie ze słodkiego łubinu i 800 gramów chleba.

Wszystkich ogarnął stan oczekiwania, co o ich losie zadecydują Niemcy. Było wiadomo, że wywożą jeńców polskich do niewoli, do Niemiec. W obozie każdy jeniec był przesłuchiwany i badany przez oficera niemieckiego. Pamiętam, że podczas takiego badania pokazałem świadectwo szkolne i mówiłem, że jestem jeszcze nieletni. Oficer niemiecki, który rozumiał po polsku, uderzył mnie w twarz, prawdopodobnie zrobił to za imię i nazwisko. Oficer uważał, że nazwisko Plis jest pochodzenia niemieckiego, posiada rodowód niemiecki. Na tym przesłuchanie się zakończyło.

      W trakcie pobytu w obozie niemieckim zostałem przydzielony do pracy na stacji kolejowej. Praca polegała na ładowaniu na wagony różnego sprzętu wojskowego, była to broń i amunicja, która szła do Niemiec. Pilnowali nas Niemcy, ale również i Ślązacy. Ślązacy byli do jeńców nastawieni przychylnie, niektórzy nawet doradzali nam ucieczkę z obozu. Zaczęliśmy o niej poważnie myśleć. Ważny był fakt, że Niemcy jeszcze nie byli dobrze zorganizowani i nie zapisywali, ile osób wychodzi do pracy. Jeden z pilnujących nas Ślązaków powiedział: „Na co wy czekacie, trzeba uciekać” i doradził, jak to zrobić. Podczas pracy na stacji kolejowej ja i moi dwaj towarzysze (Saj i Nowak)  weszliśmy  pod wagony i ukryliśmy się tam, gdzie są ciągi hamulcowe. W pozycji leżącej przeczekaliśmy aż Niemcy, przed odprowadzeniem jeńców do obozu, skontrolują stację. Ucieczka udała się i w nocy wszyscy wyruszyliśmy do Nowej Wsi, tam bowiem mieszkałem ja i Franciszek Saj. Z Żurawnicy do domu było trochę więcej niż 90 kilometrów (z Przemyśla równe 90 kilometrów). W nocy skryliśmy się w lesie i dotarliśmy do leśniczówki. Wtedy pomógł nam leśniczy. Wojskowe mundury wymieniliśmy na ubrania cywilne. Dostałem starą bluzę. Ponadto na podstawie mapy leśniczy wypisał nam, jaką trasą mamy iść, aby ominąć miasta i duże wioski. Powrót do domu nastąpił w ostatnich dniach października 1939 roku i udał się całkowicie.

 


 

W strukturach Armii Krajowej

      Po powrocie do domu przebywałem w gospodarstwie ojca, ale musiałem znaleźć sobie pracę, aby nie zostać wywieziony na roboty do Niemiec. Od marca 1940 roku do jesieni tego samego roku pracowałem w Mielcu przy budowie baraków. Do pracy jeździłem rowerem. Do domu wracałem tylko na niedzielę. Firma, w której pracowałem, nazywała się „Hening”. Rok 1941 przyniósł zmianę pracy. Wieś Przyłęk wysiedlono. W tym miejscu powstał niemiecki poligon[24]. Właśnie tam trafiłem do pracy. Chodziłem do niej pieszo, a za wykonaną pracę płaciło mi SS[25]. W latach 1942- 1944 nowym miejscem pracy była kuźnia znajdująca się w majątku w miejscowości Kosowy.

W Nowej Wsi szybko dogadałem się ze swoimi kolegami z orkiestry i zaangażowałem się w akcję przerzutu broni i stacji radiowych. Zasada była jedna- im mniej się wie, tym lepiej. Zatem nie wiem, jaka to była organizacja i co działo się z bronią dalej. Przerzut broni odbywał się różnie, co tydzień lub dwa. Całą noc szło się lasami i nad ranem przynoszono broń do gospodarstwa mojego ojca, które było położone blisko lasu. W gospodarstwie broń ukryta była jeden dzień a wieczorem przenoszono ją dalej za Kolbuszową w kierunku Rzeszowa. Karabiny chowaliśmy w stodole w snopki słomy lub w zbożu. W tym okresie mój ojciec już nie żył (zginął w 1941 roku od uderzenia piorunem), inaczej zapewne nie pozwoliłby na narażanie całej rodziny na tak wielkie niebezpieczeństwo. Prowadzenie gospodarstwa przejęła moja matka, a ja i reszta rodzeństwa jej pomagaliśmy.

      W lipcu 1942 roku, za namową kolegi Franciszka Stąpora ze Świerszczowa, złożyłem przysięgę i wstąpiłem do Armii Krajowej (skrót AK)[26]. Każdy wstępujący do AK nadawał sobie sam lub nadawano mu pseudonim. Ja przyjąłem pseudonim „Achmed”. Taki pseudonim był wynikiem tego, że chętnie czytałem książki historyczne i przygodowe, a pomysł na pseudonim zapożyczyłem od jednego z bohaterów książki autorstwa Karola Maja. W ramach tej organizacji odbywałem różne ćwiczenia, brałem udział w szkoleniu dywersyjno-sabotażowym, w kolportażu gazetki konspiracyjnej oraz w akcjach bojowych. Ćwiczenia wojskowe polegały na nauce walki wręcz (różne chwyty pozwalające się obronić). Odbywaliśmy też tzw. „próbę granatu”. Były to granaty produkcji partyzanckiej i najczęściej była to zwykła puszka po konserwie. Każdy granat powinien wybuchnąć w czasie 10 sekund, zwykle było tak, że 1 na 10 to był niewybuch. Jeśli granat nie wybuchł, to należało po niego iść i zabrać go z pola. Takiej „próbie granatu” towarzyszył zawsze ogromny strach. Próby te odbywały się w lesie. Natomiast wiosną 1943 roku, w okolicy Świąt Wielkanocnych odbyło się „ostre strzelanie w lesie”- ćwiczenia trwały dwa dni. W ramach dobrego przygotowania wojskowego odbywałem w konspiracji zajęcia, które można nazwać nauką o broni i technice strzelania. W domu, w tajemnicy przed pozostałymi domownikami, przechowywałem różne gazetki i zaszyfrowane informacje. Zdarzyło się, że pewnego dnia takie materiały wyszukały i wzięły sobie do zabawy moja siostra i kuzynka. Strach pomyśleć, co by było, gdyby wpadły one w niepowołane ręce.

      W maju 1943 roku wziąłem udział w akcji przechwycenia broni z rzutów samolotów sojuszniczych. Miało to miejsce w okolicach wsi Kłapówki, koło Rzeszowa. Dwa samoloty zrzuciły broń na spadochronach. Miejsce zrzutu oświetlono rozpalonymi ogniskami w kształcie strzałki. Zaopatrzony w karabin maszynowy (angielski RKM[27]) pełniłem rolę ochrony całej akcji. Jesienią tego samego roku miał miejsce zbiorowy „wypad” na placówkę wroga. Akcja została przeprowadzona w miejscowości Świerczów w powiecie kolbuszowskim. Rozbito tzw. “Bałtyjsk”, w którym przebywali skoszarowani młodzi Polacy, którzy chodzili do pracy pod nadzorem niemieckim. Wśród nich był mój brat Stanisław. Pilnowali ich Ukraińcy oraz niemiecki komendant. Akcja była zaplanowana. Umówiony Ukrainiec miał nam otworzyć bramę. Niestety, tego nie uczynił. Zanim rozpoczęto akcję, odcięto linie telefoniczne, by nie zostały sprowadzone niemieckie posiłki. Rozpoczęła się strzelanina, którą wszczął komendant przebywający w świetnie zabezpieczonej kwaterze. Przypominała ona bunkier, gdyż było tam tylko małe okienko strzelnicze, a w zapasie mnóstwo broni. Jakimś trafem udało się Niemca zastrzelić. Akcja zakończyła się powodzeniem. Około 50 młodych Polaków (junaków) uwolniono i rozpuszczono do domu.

Przed wyjściem na wszelkiego rodzaju akcje obowiązywała ważna zasada, o której należałoby wspomnieć. Polegała ona na tym, że jeden żołnierz AK robił drugiemu żołnierzowi rewizję. Miała ona na celu sprawdzenie, czy nikt nie posiada przy sobie dokumentów, zdjęć, notatek, które mogłyby zdradzić tożsamość czy miejsce zamieszkania. Należy dodać, że udowodniona przez Niemców przynależność do AK, choć jednego członka rodziny, narażała całą rodzinę na zgubę i śmierć.

      W październiku 1943 roku (pomimo przynależności do AK) w porywie młodzieńczego szaleństwa chciałem wyprawić się na Krym. Było to tak. Ja i mój kolega Stefan Kozioł byliśmy w Kolbuszowie. Niemcy rozpoczęli łapankę[28]. Uciekając, wpadliśmy w długi korytarz kamienicy i niespodziewanie z naprzeciwka wyszedł ubrany w mundur lotnika Niemiec. Odezwał się do nas pierwszy, mówił po polsku. Powiedział, że on też jest Polakiem i przebywa w Kolbuszowej w celu przeprowadzenia werbunku do niemieckiego lotnictwa. Zaproponował nam wyjazd do bazy, na Krym nad Morzem Czarnym[29]. Zupełnie bez namysłu zgodziliśmy się. Dojechaliśmy do Lwowa, tam dostaliśmy kartę przejazdową i przydział - dziesięć paczek papierosów. Ostatecznie udało nam się dojechać przez Tarnopol do Fastowa. Była to ostatnia stacja przed Kijowem. W Fastowie dowiedzieliśmy się, że Sowieci wzięli Czerkasy i linia na Odessę jest przerwana. Nie pozostało nam nic innego jak tylko pociągiem wrócić do Lwowa. Wróciłem do domu, ale kolega pojechał na Krym, jednak wybrał inną trasę. Trafił tam przez Rumunię. Niestety, jego losy są mi nieznane.

      W lipcu 1944 roku ujrzałem ponownie Sowietów, którzy weszli na ziemie polskie. Najpierw rozbili Niemców, jak popularnie się mówiło „nasi partyzanci – akowcy”. Kolbuszowa została wyzwolona własnymi siłami Polaków, jeszcze przed przybyciem wojsk radzieckich[30]. W tym właśnie czasie pracowałem w kuźni. Wtedy to skaleczyłem się w nogę (wpadł mi odłamek). Ponieważ kulałem w akcji tej nie wziąłem udziału. Akcja powiodła się, ale zginęło w niej 20 ludzi. Brałem udział w pogrzebie tych żołnierzy. Dwóch z nich było z mojej drużyny: Bronisław Julian Marek (Marek to nazwisko) oraz Franciszek Kolasa. Ponieważ nie brałem udziału w akcji, otrzymałem zadanie ubezpieczenie wiosek. Nie było jeszcze władz polskich, a Niemcy już się wycofali. Ubezpieczanie polegało na ochronie miejscowej ludności cywilnej przed samymi bandami polskimi i ukraińskimi dokonującymi rabunków. Do ubezpieczania kilku wiosek (między innymi Siedlanka, Świerczów, Kosowy) przydzielono 6 osób (warty po trzy osoby).

Jeszcze przed akcją, ja i trzej moi koledzy, rozbroiliśmy dwóch Niemców (jeden miał 16 lat, drugi 34 lata). Zabraliśmy im karabin maszynowy, a ich samych wypuściliśmy i wskazaliśmy drogę w kierunku Dębicy, gdzie przebywało wycofujące się wojsko niemieckie. Postąpiliśmy tak, ponieważ nie chcieliśmy oddawać tych Niemców w ręce zbliżających się Sowietów, a poza tym nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Zdobyty karabin zakopałem w swoim gospodarstwie kilka kroków od studni. Co się z nim stało nie wiem, ale w miejscu, gdzie został zakopany, w lipcu 1945 roku, już go nie było. Kiedy wkroczyli Sowieci i zajęli Podkarpacie, przebywałem w domu. Pracowałem w gospodarstwie.

Nazwiska dowódców AK przeze mnie zapamiętane to:

- dow. drużyny - Stanisław Białek; zginął wywieziony przez Rosjan,

- dow. plutonu - Stanisław Węglarz; porucznik, po wojnie był leśniczym; jego brat razem ze mną grał w orkiestrze, potem przeżył pobyt i gehennę obozu w Oświęcimiu.

 


 

W Wojsku Polskim

      W Manifeście Lipcowym ogłoszonym przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego była też informacja o poborze do Wojska Polskiego[31]. Powoływano roczniki: 1921, 1922, 1923, 1924[32]. Podlegałem pod to zarządzenie (rocznik 1923), ale nie mogłem iść do wojska, ponieważ nie zostałem zwolniony z przysięgi żołnierskiej AK. Front był zaledwie 20 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, w lasach było pełno wojska rosyjskiego. Sowieci w większych wioskach utworzyli posterunki żandarmerii, które zaczęły się interesować, dlaczego tylu młodych mężczyzn nie chce wstąpić do wojska. Wkrótce ktoś doniósł, że jestem żołnierzem AK. Zaczęto mnie wzywać na przesłuchania, zadawać pytania i wywierać nacisk, abym jednak wstąpił do ludowego wojska. Ostatecznie w obawie o swoje życie i życie swojej rodziny podjąłem decyzję o wstąpieniu[33]. Zwróciłem się do swoich przełożonych z prośbą o zwolnienie z przysięgi i zezwolenie opuszczenia szeregów AK. Taką zgodę otrzymałem dopiero w listopadzie 1944 roku[34]. Zaistniał jednak problem, potrzebny był „kwit” mobilizujący, ale nikt takiego dokumentu w listopadzie nie chciał wystawić. Pobór, między innymi dla rocznika 1923, odbył się przecież w lipcu i w tym terminie powinienem się stawić do Wojska Polskiego. Ostatecznie wpadłem na pomysł, aby sfałszować w swoich dokumentach datę urodzenia: rok 1923 „przerobiłem” na rok 1920 i na tej podstawie poszedłem do wojska jako ochotnik. Dowodem tego fałszerstwa jest mój dyplom z wojska z wpisanym rocznikiem 1920. Zgłaszając się do wojska nie poszedłem do swojego WKU[35] tylko pieszo udałem się do Rzeszowa i tam się zgłosiłem. Zostałem przydzielony do Szkoły Podoficerskiej, która również znajdowała się w Rzeszowie. Warunki w szkole były bardzo złe ( nie było łóżek i spaliśmy na podłodze, na słomie), a wyżywienie marne. Dopiero na Wigilię 1944 roku wszyscy otrzymaliśmy mundury, przedtem każdy chodził w swoich cywilnych ubraniach. Zima 1944/1945 była bardzo mroźna, więc znaleźliśmy sposób, by uniknąć odmrożenia stóp. Każdy żołnierz przed wyjściem na ćwiczenia na poligonie polewał buty wodą i wystawiał na mróz. Poza nauką i ćwiczeniami w szkole każdy przechodził obowiązkowe szczepienie, na przykład przeciw durowi. Dodatkowo w szkole panował tyfus. Szkołę Podoficerską w Rzeszowie ukończyłem 20 stycznia 1945 roku. W nagrodę dowódca wydał ustne pozwolenie na opuszczenie koszar. Była to taka przepustka, ale dotyczyła tylko osób, które miały do domu nie więcej niż12 kilometrów od Rzeszowa (przepustka była na 12 godzin). Pozostali żołnierze, w tym ja, mieli pozostać w koszarach. Pomimo tego okłamałem dowódcę, że również mam 12 kilometrów do domu (tak naprawdę miałem aż 38 kilometrów). Opuściłem jednostkę wojskową. Z góry było wiadomo, że nie jestem w stanie powrócić do jednostki na czas. Byłem ubrany w mundur wojskowy, ale i tak po drodze unikałem sowieckich punktów kontrolnych (były one w miastach i większych wioskach). Jeśli już musiałem to na punktach kontrolnych pokazywałem świadectwo szkolne. Myślałem, że Sowieci po polsku nie umieją czytać. Na jednym z punktów to oszustwo się wydało, ale i tak radziecki żołnierz pomógł mi (w drodze powrotnej) dojechać do Rzeszowa. Do jednostki stawiłem się następnego dnia, a za przekroczenie czasu przepustki zostałem ukarany. Kara jednak nie była zbyt dotkliwa, zamknięto mnie w więzieniu wieczorem, a następnego dnia rano wypuszczono.

      Po ukończeniu Szkoły Podoficerskiej zostałem przydzielony do 5 Pułku Zapasowego IX Dywizji Piechoty w składzie II Armii Wojska Polskiego[36]. Szkołę ukończyłem jako podoficer w stopniu kaprala i dowodziłem drużyną strzelecką, w skład której wchodziło 12 osób. Byłem, jak potocznie mawiano, „w cekaemach”. Jako dowódca drużyny strzeleckiej miałem na stanie dwa CKM-y przystosowane do obrony przeciwlotniczej. Jeden karabin ważył 30 kilogramów. Najmłodszy żołnierz w drużynie miał 38 lat i musiał mnie słuchać jako swojego dowódcy. Wtedy miałem dopiero 21 lat. Żołnierze przeważnie pochodzili ze wschodnich rubieży Polski, głównie z Wileńszczyzny. Po przysiędze 23 stycznia 1945 roku połowa szkolnej kompanii (Szkoły Podoficerskiej w Rzeszowie), w tym i ja wyjechała pociągiem do Lublina. Ponieważ pociąg był jeszcze parowy, po drodze stawaliśmy i rąbaliśmy drzewo, by móc jechać dalej. Z Lublina, już pieszo, kompania udała się do Radzynia Podlaskiego. Tam przebywałem do końca lutego 1945 roku, prawdopodobnie 22 lutego 1945 roku wyruszyłem na front. Wojsko ruszyło na Warszawę, ale ją ominęło i poszło na Grójec. Tam w miejscowości Magnuszew nastąpiła (przez most pontonowy) przeprawa przez Wisłę. W trakcie marszu zauważyłem, że w wojsku było stosunkowo dużo kobiet. Przydzielono je zwłaszcza do łączności. Niestety, kobiety nie radziły sobie z tempem marszu. Często dowódca batalionu brał je na furmankę i podwoził. Maszerował cały pułk, a było to około 7 tysięcy ludzi. Wojsko potrafiło pokonać jednego dnia odległość nawet do 60 kilometrów, po ciemku z rana następował wymarsz, a późnym wieczorem był postój.

Generalnie warunki panujące w wojsku, zwłaszcza zimą 1944/1945 roku, były bardzo ciężkie. Jedzenie było złe, nawet można je określić jako beznadziejne. Spano w ziemiankach, w ubraniach. Podawano „herbatę po rosyjsku” (czaj), słodziło się też „po rosyjsku”: każdy otrzymywał twardy kryształ cukru, który cały czas trzymał w ustach, popijano herbatę i w ten sposób ją sobie słodzono. Warunki sanitarne również można określić jako złe, na przykład mycie odbywało się tylko w śniegu. Ponadto odbywały się tzw. „szmalcparady”, podczas których przeglądano mundury i oddawano je do parowania mającego na celu zabić insekty. W wojsku była bardzo duża śmiertelność, w moim oddziale na 12 ludzi dwóch zmarło. Nawet zimą można było ogrzać się tylko przy ognisku, przy którym również zdejmowano koszule i wyłupywano sobie wszy, które potem wrzucano do ognia. Należy też dodać, że w wojsku obowiązywał czas sowiecki, w porównaniu do czasu polskiego, różnica wynosiła dwie godziny (do przodu).

Po przeprawie przez Wisłę wojsko ruszyło w kierunku Łodzi. W Łodzi i jej okolicach był tygodniowy postój, wojsko odpoczywało. Podczas przymusowego postoju w okolicach Łodzi w powiecie Brzeziny zostałem przydzielony do komisji, która chodziła po wsiach i szukała broni oraz części wojskowych. Jako dowódca drużyny wydawałem rozkaz o przeszukaniu danego domostwa. Często zależało to od sytuacji, ale i od mojej intuicji. Niekiedy wystarczyło, że popatrzyłem na właściciela i po nim, po jego zachowaniu, oczach, poznawałem, czy ma coś ukrytego. Jeśli uznałem, że tak, zarządzałem przeszukanie (rewizję). Broń często była ukryta w różnych miejscach, na przykład za krokwią pod dachem. Ogólnie podczas takich rewizji znajdowaliśmy bardzo dużo broni.

      Po pobycie w okolicach Łodzi ruszyliśmy do Poznania, ale marsz odbywał się tylko nocami, w dzień wszyscy odpoczywali. Powodem takiego postępowania były częste naloty niemieckie. Za Poznaniem miała nastąpić zmiana przydziału wojskowego, moja drużyna I kompania II batalion miały przejść w skład I Armii, ale te rozkazy szybko cofnięto i żadne zmiany nie nastąpiły. Wojsko spowolniło swój marsz. Powodem były Święta Wielkanocne. Przyszło mi je spędzić w Rogóźnie, gdzie około trzech dni koszarowało wojsko. 2 kwietnia 1945 roku miałem zaszczyt prowadzić swoją kompanię do generalnej spowiedzi Wielkanocnej, po której wszyscy wyruszyliśmy na front. Należy dodać, że przy wojsku byli kapelani. Niech nie mówią, że byli komuniści, bo każdy pułk miał swojego kapelana. 3 kwietnia 1945 roku, zgodnie z planami, wojsko wyruszyło na Rawicz. Bronił się Wrocław, któremu z pomocą miało przyjść wojsko, ale zmieniono rozkaz. Wraz z innymi żołnierzami ruszyłem na Nysę Łużycką. Nastąpiła przeprawa przez rzekę i wojsko polskie znalazło się bezpośrednio na linii frontu. Sama przeprawa odbyła się przy ostrzale z samolotów niemieckich, ale zdarzyło się też, że omyłkowo bombardowania dokonywały samoloty radzieckie. 14 kwietnia 1945 roku ruszyła ofensywa, a 16 kwietnia 1945 roku żołnierzy II Armii Wojska Polskiego „zluzowały” wojska sowieckie. Zanim jednak do tego doszło wielu polskich żołnierzy zginęło w boju[37]. Ich śmierć była wynikiem zaciekłych walk, ale i  wynikiem zwykłej „ciekawości”. Niektórzy żołnierze, siedząc w okopach, byli ciekawi i chcieli rozejrzeć się, co się wokół nich dzieje. Takie wychylenie głowy z okopów natychmiast wykorzystywali niemieccy snajperzy. Muszę przyznać, że Niemcy posiadali świetnych strzelców wyborowych. Przebywanie na tyłach frontu nie trwało długo. W wyniku wysokiej śmiertelności żołnierzy trzeba było uzupełniać szeregi. Ja również ponownie trafiłem na pierwszą linię ognia. Wśród żołnierzy byli i tacy, którzy zdając sobie sprawę, że zbliża się koniec wojny, dokonywali „samookaleczeń”. Byłem świadkiem, jak jeden żołnierz postrzelił się w stopę. Pomimo takich wydarzeń zaciekłe walki trwały dalej. 30 kwietnia 1945 roku Armia ruszyła na Drezno. Dowódca II Armii gen. Karol Świerczewski chciał koniecznie zdobyć miasto, ale armia niemiecka (8, 9 i 10 Dywizja) z Czechosłowacji uderzyła w bok II Armii. Ostatecznie wojsko polskie musiało się wycofać. W trakcie tych działań mnie oraz pozostałych żołnierzy wzięto do obrony sztabu. Tam zostałem kontuzjowany. Stało się to w tym momencie, gdy podjąłem decyzję o zmianie stanowiska strzelniczego. Chcąc o niej powiadomić swoich żołnierzy, wychyliłem się ze stanowiska i zacząłem do nich krzyczeć, aby przestali strzelać i się wycofali. Wtedy uderzył pocisk, a ja zostałem ranny i przysypany ziemią. Po tym wydarzeniu trafiłem do szpitala polowego, gdzie okazało się, że nie słyszę na jedno, prawe, ucho. W trakcie dwudniowego pobytu w szpitalu nawiązałem rozmowę z pewnym sierżantem, który podobnie jak ja pochodził ze wschodnich ziem II Rzeczpospolitej. Był on z Baranowicz, z Wileńszczyzny. W trakcie tej rozmowy „wygadałem się”, że przed wojną grałem w orkiestrze. W przyszłości zaowocowało to tym, że wciągnięto mnie do wojskowej orkiestry. W szpitalu doczekałem się końca wojny. Był to 8 maja 1945 roku. „Na wiwat” wszyscy zaczęli strzelać z broni, a miało to miejsce w nocy, chwilę przed północą. Świat się palił.

 


 

 Powrót i zwolnienie z wojska

      18 maja 1945 roku ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Kiedy wojsko doszło do starej granicy polsko- niemieckiej to nie tylko żołnierze, oficerowie, wszyscy biegli i całowali ziemię, wszyscy płakaliśmy[38]. Płakaliśmy, że dane nam było przeżyć tę straszną wojnę. Od granicy wojsko ruszyło w kierunku Ostrzeszowa i przebywało tam tylko jeden dzień. Na powitanie wszyscy żołnierze tak w powietrze strzelali salwy, że aż pocięli linie wysokiego napięcia. W całym Ostrzeszowie nie było zatem prądu. Potem wojsko przebywało na poligonie w Biedrusku. Po ćwiczeniach miał miejsce pewien incydent. Jeden z dowódców sowieckich, robiąc przegląd żołnierzy, kazał zdjąć czapki. Okazało się, że w opinii sowieckiego dowódcy, członkowie orkiestry, w tym i ja, mieli za długie włosy. Padł rozkaz ich obcięcia, popularnie mówiąc „na glacę”. Z Biedruska cały skład orkiestry trafił do Ostrowca Wielkopolskiego. W Ostrowcu Wielkopolskim był znacznie dłuższy postój, trwał jeden lub dwa miesiące. Tam przeformowano wojsko i utworzono IV Dywizję Piechoty. W trakcie tego postoju orkiestra, a zatem i ja, często dawała koncerty.

Po jednym z nich miał miejsce niesympatyczny incydent. Jeden z żołnierzy w obecności sowieckiego oficera zapalił papierosa. Zachowanie to tak „wkurzyło” rosyjskiego dowódcę, że postarał się o przeniesienie 12 Pułku Piechoty, w tym całego składu orkiestry do Pleszewa. W Pleszewie przebywałem do końca lutego 1946 roku. Już wcześniej, 25 lutego przyszedł rozkaz o zwolnieniu rocznika 1920 do cywila. Jednak ja miałem sporo kłopotów, aby opuścić wojsko. Problem polegał na tym, że w księdze inwentarzowej przy moim nazwisku figurowały zapisy o odpowiedzialności za dwa karabiny maszynowe (w księdze były zapisane nawet numery tych karabinów). Niestety, jeden z nich został zniszczony w momencie, gdy zostałem ranny w czasie walk o Drezno, ale nikt nie dopilnował, by go odpisać w księdze. Cały czas domagano się zwrotu dwóch karabinów. Po wielu tłumaczeniach ostatecznie udało mi się sprawę załatwić polubownie, zostałem zwolniony ze służby wojskowej i w pierwszych dniach marca 1946 roku powróciłem do domu.

 


 

PRZYPISY

[1]    Kolbuszowa – miasto powiatowe położone przed wojną w województwie lwowskim, po wojnie w województwie rzeszowskim, obecnie podkarpackie.

[2]    Związek Strzelecki – popularnie nazywany „Strzelcem”, organizacja społeczno–wychowawcza powstała w 1910 roku we Lwowie z inicjatywy nielegalnego Związku Walki Czynnej jako organizacja paramilitarna. W okresie międzywojennym Związek Strzelecki zrzeszał pozaszkolną, przedpoborową młodzież, głównie wiejską i rzemieślniczą. Prowadził działalność w zakresie wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego. Był ściśle związany z obozem Józefa Piłsudskiego. 

[3]    Gen. Tadeusz Kasprzycki (1891 – 1978) – w czasie I wojny światowej dowódca Kompanii Kadrowej i oficer operacyjny I Brygady Legionów, po wojnie szef sztabu III Oddziału Sztabu Generalnego, dowódca 19 Dywizji Piechoty, Od marca 1936 roku generał dywizji Wojska Polskiego; od 1936 roku do 17 września 1939 roku był Ministrem Spraw Wojskowych w rządach Mariana Zyndrama–Kościałkowskiego i Felicjana Sławoja Składkowskiego. Podczas kampanii wrześniowej w 1939 roku wraz z rządem ewakuował się do Rumunii, gdzie został internowany. Z Rumunii w 1944 roku przez Turcję przybył do Wielkiej Brytanii. Od 1954 roku przebywał na emigracji w Kanadzie, gdzie zmarł.

[4]    Gen. Ludwik Mieczysław Boruta–Spiechowicz (1894 – 1985) – w latach 1914–1918 w Legionach Polskich. Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego. Od 1934 roku objął dowództwo nad 22 Dywizją Piechoty Górskiej w Przemyślu, którą pełnił do 1939 roku. We wrześniu 1939 roku dowódca grup operacyjnych Bielsko i Boruta, a później w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie dowódca 5 Dywizji w armii generała Andersa. Po wojnie powrócił do kraju. W 1946 roku przeniesiony w stan spoczynku.

[5]    Cmentarz Obrońców Lwowa – popularna nazwa Cmentarz Orląt – autonomiczna część cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Znajdują się na nim mogiły uczestników obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej poległych w latach 1918–1920 lub zmarłych w latach późniejszych. Często jest nazywany Cmentarzem Orląt, gdyż spośród pochowanych tam prawie 3 tys. żołnierzy większość to młodzi chłopcy, orlęta lwowskie.

[6]    kapelmistrz – dyrygent zespołu wokalno–instrumentalnego, kapeli, orkiestry

[7]    Zdarzenie miało miejsce 11 marca 1938 roku. Zastrzelony to Stanisław Serafin, polski żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza.

[8]    Felicjan Sławoj-Składkowski (1885–1962) – doktor medycyny, generał dywizji Wojska Polskiego, premier RP w latach 1936 – 1939.

[9]    ckm – ciężki karabin maszynowy, broń strzelecka zespołowa. Broń strzela z ciężkiej postawy (trójnożnej, saneczkowej, kołowej) ogniem ciągłym (długimi lub krótkimi seriami). Podstawa często umożliwia prowadzenie ognia przeciwlotniczego. Obecnie ta kategoria zespołowej broni maszynowej została wyparta przez uniwersalne karabiny maszynowe.

[10]  17 Pułk Piechoty – pułk piechoty polskiej okresu II RP, w Rzeszowie od 26 grudnia 1920 roku. Rozlokowany w poaustriackich koszarach im. Jana III Sobieskiego, Kilińskiego i Lisa–Kuli. Po zmianach organizacyjnych wszedł w skład 24 Dywizji Piechoty z siedzibą w Przemyślu. Od 1937 roku pułk przeszedł do Kresowej Brygady Kawalerii, a w czasie mobilizacji w 1939 roku został włączony w skład Wołyńskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Juliana Filipowicza. W kampanii wrześniowej wziął udział w bitwach pod Mokrą oraz w walkach w Puszczy Kampinoskiej. 19 września żołnierze pułku spalili sztandar, aby nie wpadł w ręce wroga. W październiku 1939 roku resztki pułku skapitulowały i dostały się do niewoli sowieckiej.

[11]  W 1939 roku Związek Strzelecki liczył około 500 tys. członków, którzy w czasie kampanii wrześniowej 1939 roku wykonywali zadania zlecone przez władze wojskowe.

[12]  fort – fortyfikacja (budowla obronna) polowa lub stała, budowana od XVII wieku do początków XX wieku, przystosowana do obrony okrężnej

[13]  Pan Plis ma tu na myśli późniejszy pobyt w niewoli sowieckiej. Osoby noszące mundury Związku Strzeleckiego były narażone na więzienie i mogły podzielić los polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.

[14]  podwoda – rodzaj służebności, obowiązek nieodpłatnego dostarczenia furmanki z zaprzęgiem do przewiezienia ładunku, obowiązywała do 1945 roku; współcześnie obowiązek dostarczania przez ludność środków transportu do dyspozycji administracji publicznej jest odpłatny.

[15]  Rozkaz Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego do żołnierzy w związku z wtargnięciem wojsk sowieckich na teren Rzeczypospolitej wydany 17 września 1939 roku w Kołomyi brzmiał następująco: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii” [Źródło: „Źródła do dziejów Polski w XIX i XX wieku”, t. IV, cz. 1, Warszawa 1997, s. 43].

[16]  internowanie – przymusowe umieszczanie w specjalnych obozach zazwyczaj osób biorących udział w wojnie – rozbrojonych oddziałów wojskowych, które przekroczyły granicę państwa neutralnego

[17]  Zbrodnia katyńska – zbrodni dokonano na części oficerów jednostek Wojska Polskiego, którzy po agresji sowieckiej 17 września 1939 roku zostali rozbrojeni i zatrzymani przez Armię Czerwoną i NKWD (tajną policję) w utworzonym systemie obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Wiosną 1940 roku przetrzymywanych jeńców polskich, prawie 19 tys. oficerów, zamordowano i pogrzebano w zbiorowych mogiłach w Katyniu pod Smoleńskiem, Miednoje koło Tweru i Piatichatkach na przedmieściach Charkowa. Zbrodnia była przeprowadzona w ścisłej tajemnicy, ale już w 1943 roku ujawniono zbiorowe mogiły w Katyniu.

[18]  chodzi tu o granicę polsko–sowiecką sprzed wybuchu II wojny światowej

[19]  wachmistrz – (niem. Wachtmeister) – stopień wojskowy w kawalerii i żandarmerii odpowiadający sierżantowi innych wojsk

[20]  politruk –  osoba reprezentująca Biuro Polityczne Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD)

[21]  28 września 1939 roku III Rzesza i ZSRR podpisały traktat o granicach i przyjaźni. Nanosił on niewielkie poprawki do wcześniejszych ustaleń paktu Ribbentrop – Mołotow, na mocy którego określono przebieg granicy niemiecko–radzieckiej na linii rzek: Narew, Bug, San. W myśl tych postanowień powiat kolbuszowski, na terenie którego mieszkał pan Plis znalazł się pod okupacją niemiecką.

[22]  Żurawnica – wieś położona w województwie lubelskim, w powiecie zamojskim, w gminie Zwierzyniec

[23]  Jak twierdził pan Plis Jan Nowak po wojnie prawdopodobnie zginął w wypadku na przejeździe kolejowym w okolicach Wąbrzeźna.

[24]  Przyłęk – obecnie wieś w województwie podkarpackim, w powiecie kolbuszowskim, w gminie Niwiska. Po wybuchu II wojny światowej i utworzeniu generalnego Gubernatorstwa gmina Niwiska znalazła się w samym centrum poligonu SS (SS Truppenbungsplatz) oznaczonego na mapach jako „Dobra SS. Obóz Puszczański” z siedzibą w Pustkowie. Został on utworzony rozkazem Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych Rzeszy z 21 grudnia 1939 roku. Wkrótce Niemcy przystąpili do usunięcia ludności ze wsi znajdujących się na jego terenie. Zostały one podzielone na dwie strefy. Do pierwszej zaliczono te wsie, których ludność miała być wyrzucona z domu i przepędzona poza ich granice. Do drugiej strefy należały te wsie, z których ludność wysiedlono w późniejszym terminie. Zatem do końca 1940 roku wysiedlono mieszkańców Leszcz, Huciska, Przyłęka oraz częściowo Kosów i Siedlanki. Poligon SS w Pustkowie został wykorzystany jako baza doświadczalna niemieckiej „cudownej broni” V2.

[25]  SS – Szwadron Ochronny (Die Schultzstaffel der NSDAP) – elitarna i paramilitarna niemiecka formacja nazistowska. Jej członkami byli najbardziej fanatyczni zwolennicy nazizmu. W czasie wojny oddziały SS wykazały się wyjątkową brutalnością wobec ludności cywilnej.

[26]  AK – zakonspirowana siła zbrojna polskiego podziemia w czasach II wojny światowej, działająca pod okupacją niemiecką państwa polskiego w granicach sprzed 1 września 1939 roku oraz poza nimi. Była najsilniejszą i najlepiej zorganizowaną armią podziemną z działających w tamtym czasie w Europie. Powstała rozkazem Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysława Sikorskiego z przemianowania Związku Walki Zbrojnej 14 lutego 1942 roku.

[27]  angielski RKM – angielski karabin rkm Bren – ręczny karabin maszynowy wprowadzony do uzbrojenia w 1935 roku. Posiada mechanizm spustowy z przełącznikiem rodzaju ognia umożliwiającym strzelanie ogniem ciągłym i pojedynczym

[28]  łapanka – jeden ze sposobów używanych dla zatrzymania większej liczby przypadkowych więźniów. Osoby zatrzymane były zamykane w więzieniach, zsyłane na przymusowe roboty lub mordowane w masowych egzekucjach.

[29]  W 1941 roku nastąpiło, dzięki udziałowi niemieckich sił powietrznych (Luftwaffe), zniszczenie radzieckiej Floty Czarnomorskiej i zajęcie przez wojska niemieckie Krymu, Odessy, Sewastopola i bazy wojennej Nikołajew. Dopiero w styczniu 1943 roku ruszył Front Staliningradzki, który odciął wojska niemieckie na Krymie. W kwietniu 1944 roku Krym został odzyskany przez wojska radzieckie.

[30]  Były to działania prowadzone w ramach akcji „Burza”. Akcja była zorganizowana przeciw wojskom niemieckim, w końcowej fazie okupacji, bezpośrednio przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Rozkaz Komendanta Głównego AK przewidywał współdziałanie z Armią Czerwoną na szczeblu taktycznym i występowanie w roli sojusznika. Ponadto reprezentanci administracji cywilnej Polskiego Państwa Podziemnego występować mieli wobec władz sowieckich jako przedstawiciele legalnych władz Rzeczypospolitej na jej terytorium. Niestety akcja „Burza” nie zakończyła się pełnym powodzeniem, powodem były działania sowieckich służb bezpieczeństwa  (NKWD).

[31]  Manifest Lipcowy – Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN), odezwa do narodu polskiego ogłoszona 22 lipca 1944 roku. Jako miejsce ogłoszenia podano Chełm Lubelski. W rzeczywistości został podpisany i zatwierdzony przez Stalina w Moskwie 20 lipca 1944 roku. Wzywał do walki z okupantem niemieckim, ustanawiał Krajową Radę Narodową jako jedyne legalne źródło władzy i delegalizował rząd londyński, zapowiadał utworzenie Milicji Obywatelskiej i ukaranie zbrodniarzy hitlerowskich, nacjonalizację ziemi i przemysłu, bezpłatne nauczanie. Wydanie Manifestu Lipcowego faktycznie oznaczało przejęcie władzy w Polsce przez komunistów.

[32]  Szczegóły poboru do wojska nie były podane w Manifeście Lipcowym, ale w ogłoszonej przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego 15 sierpnia 1944 roku mobilizacji. PKWN rozwiązał wszystkie organizacje konspiracyjne polecając ich członkom wstępowanie do Ludowego Wojska Polskiego Pomimo to akcja mobilizacyjna odbywała się powoli i często pod przymusem. Część rekrutów ukrywała się w oddziałach leśnych AK.

[33]  Od lipca 1944 roku NKWD rozpoczęło podstępne aresztowania AK-owców. Odmowa wstąpienia do wojska oznaczała aresztowanie przez NKWD a w wielu przypadkach była wydanym na siebie wyrokiem śmierci.

[34]  Ostateczne rozwiązanie AK nastąpiło ostatnim rozkazem gen. Leopolda Okulickiego 19 stycznia 1945 roku.

[35]  WKU – Wojskowa Komisja Uzupełnień

[36]  II Armia Wojska Polskiego powstała na mocy rozkazu Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego z 20 sierpnia 1944 roku. Dowódcą był gen. Karol „Walter” Świerczewski. W skład armii weszły 5, 7, 8, 9 i 10 Dywizja Piechoty, 9 i 14 Brygada Artylerii Przeciwpancernej, 2 Dywizja Artylerii Przeciwlotniczej oraz 4 Brygada Saperów.

[37]  4 kwietnia 1945 roku II Armia Wojska polskiego otrzymała rozkaz wejścia do pierwszego rzutu I Frontu Ukraińskiego prowadzącego operację berlińską. 16 kwietnia jej jednostki sforsowały Nysę Łużycką. Na początku Polacy ponosili szybkie zwycięstwa wypychając Niemców i zdobywając kolejne miasta. Kiedy armia polska podążała w kierunku Budziszyna została zaskoczona przez niespodziewany atak z południa doborowej niemieckiej Dywizji Pancernej “Brandenburg”. Walki w rejonie Budziszyna były niezwykle krwawe. Przewagę mieli Niemcy, którzy często otaczali oddziały polskie mordując polskich żołnierzy. Kiedy sytuacja stała się tragiczna na pomoc przybyli Rosjanie.

[38]  Stara granica polsko–niemiecka – granica ustalona po I wojnie światowej na mocy traktatu wersalskiego 28 czerwca 1919 roku. Przyznano Polsce Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie, ale bez Gdańska. Plebiscyty na terenie Warmii i Mazur oraz na Górnym Śląsku zadecydowały o przynależności tych terenów do Polski (8 gmin na Warmii i Mazurach, Katowice i większość hut i fabryk Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. W 1945 roku było już wiadomo, że na mocy postanowień konferencji jałtańskiej zostaną zmienione granice Polski. Nowa zachodnia granica miała oprzeć się o linię rzek Odry i Nysy Łużyckiej.

 

 

 


 


Jesteś tutaj: Strona główna-Wspomnienia p. Plisa

Poprzednia strona: Wywiad z p. Plisem Następna strona: Kalendarium