GIMNAZJUM IM. MIKOŁAJA KOPERNIKA W JABŁONOWIE POMORSKIM

 

PROJEKT Opowiem Ci o wolnej Polsce

wywiad z p. Emilem Plisem - uczestnikiem walk II wojny światowej

Sprawozdanie
Wywiad z p. Plisem
transkrypcja wywiadu
opracowanie wywiadu
Wspomnienia p. Plisa
Kalendarium
Dokumenty
Autorzy
Mapa serwisu

Tekst wywiadu

przeprowadzonego z panem Emilem Plisem i opracowanego

w ramach projektu “Opowiem Ci o wolnej Polsce”

Pytanie: Zanim przejdziemy do wspomnień z czasów wojny ciekawi nas, dlaczego po II wojnie światowej na teren Pomorza przybył Pan aż z Podkarpacia?

E. P.: Rzeczywiście pochodzę z Podkarpacia i z tym rejonem Polski wiążą się moje wojenne losy. Po zakończeniu wojny wraz z żoną zamieszkałem najpierw na Śląsku w Legnicy. Pracowałem na kolei. Czasy były trudne, rządzili komuniści. W pracy otrzymałem propozycję zapisania się do partii, do PZPR, ale stanowczo odmówiłem. Taka odmowa rodziła w czasach PRL – u trudności nie tylko w życiu zawodowym, ale i w życiu codziennym. Przeniesiono mnie do pracy do Grudziądza a następnie do Jabłonowa Pomorskiego. I tak już tu zostałem, zżyłem się z sąsiadami i kolegami z pracy.

Pytanie: Nie powinien Pan być przeniesiony, przecież był Pan w czasie wojny w Ludowym Wojsku Polskim.

E. P.: Tak, byłem. Przeszedłem szlak bojowy w ramach II Armii Wojska Polskiego. W walkach o Nysę Łużycką odniosłem kontuzję. Do dnia dzisiejszego nie słyszę na jedno prawe ucho. Niestety po wojnie nikt się tym nie przejmował. Dodam, że do ludowego wojska zgłosiłem się chcąc uniknąć aresztowania a nawet śmierci za przynależność do AK.  Ktoś doniósł, że przynależę do AK, zaczęły się przesłuchiwania i nakłanianie do wstąpienia do wojska. Grożono też, że mi bądź mojej rodzinie może coś się stać. Wolałem zapewnić mojej rodzinie bezpieczeństwo i ochronę.

Pytanie: Kiedy wstąpił Pan do AK?

E. P.: W czasie wojny jako członek Związku Strzeleckiego brałem udział w walkach. W październiku 1939 roku powróciłem z niewoli sowieckiej, później niemieckiej do domu. Pomagałem ojcu w pracy na gospodarstwie, a w międzyczasie dogadałem się z kolegami z dawnego Związku Strzeleckiego i zaangażowałem się w akcję przerzutu broni. To nie była jeszcze AK, ale jaka to była organizacja niestety nie wiem. W lipcu 1942 roku za namową kolegi złożyłem przysięgę i wstąpiłem do AK.

Pytanie: Nosił Pan jakiś pseudonim?

E. P.: Tak, wybrałem go sobie sam. Nosiłem pseudonim “Achmed”. Był on wynikiem tego, że chętnie czytałem książki historyczne, a pomysł na pseudonim zapożyczyłem od jednego z bohaterów książki autorstwa Karola Maja.

Pytanie: Na czym polegała Pana przynależność do AK. Co Pan robił, jakie zadania podejmował w ramach tej organizacji?

E. P.: W ramach organizacji odbywałem różne ćwiczenia, brałem udział w szkoleniu dywersyjno – sabotażowym, w kolportażu gazetki konspiracyjnej oraz w akcjach bojowych. Ćwiczenia wojskowe polegały na nauce walki wręcz, poznawaliśmy różne chwyty, jak się bronić. Odbywaliśmy też tzw. “próbę granatu”. Były to granaty produkcji partyzanckiej i była to najczęściej zwykła puszka po konserwie. Każdy granat powinien wybuchnąć w czasie do 10 sekund. Jeśli granat nie wybuchł,to należało po niego iść i zabrać go z pola. Takiej “próbie granatu” towarzyszył zawsze ogromny strach.  Próby te odbywały się w lesie. Natomiast wiosną 1943 roku, w okolicy Świąt Wielkanocnych odbyło się “ostre strzelanie w lesie”. Ćwiczenia trwały dwa dni. W ramach dobrego przygotowania wojskowego odbywały się w konspiracji zajęcia, które można nazwać nauką o broni i technice strzelania. W domu w tajemnicy przed pozostałymi domownikami przechowywałem różne gazetki i zaszyfrowane informacje.

Pytanie: Nie bał się Pan trzymać w domu tych różnych materiałów i gazetek, przecież w każdej chwili mogli je znaleźć Niemcy?

E. P.: Każdy, kto przynależał do AK musiał się z tym niebezpieczeństwem liczyć.  Zdarzyło się, że pewnego dnia takie materiały wyszukały i wzięły sobie do zabawy moja siostra i kuzynka. Strach pomyśleć, co by było, gdyby te materiały wpadły w niepowołane ręce.

Pytanie: Proszę nam opowiedzieć na czym polegały akcje bojowe, w których brał Pan udział?

E. P.: W maju 1943 roku wziąłem udział w akcji przechwycenia broni z rzutów samolotów sojuszniczych. Miało to miejsce w okolicach wsi Kłapówka koło Rzeszowa. Dwa samoloty na spadochronach zrzuciły broń a miejsce zrzutu oświetliliśmy poprzez rozpalenie ognisk w kształcie strzałki. Wraz z innymi z karabinem maszynowym w ręku (angielski RKM) pełniłem rolę ochrony całej akcji. Na jesieni tego samego roku miał miejsce zbiorowy wypad na placówkę wroga. Akcja została przeprowadzona w miejscowości Świerczów w powiecie kolbuszowskim. Rozbiliśmy tzw. “Bałtyjsk”, w którym przebywali skoszarowani młodzi Polacy, którzy chodzili do pracy. Wśród nich był mój brat Stanisław. Pilnowali ich Ukraińcy oraz niemiecki komendant. Akcja była zaplanowana, a umówiony Ukrainiec miał nam otworzyć bramę, ale niestety, tego nie uczynił. Rozpoczęła się strzelanina. Zaczął strzelać komendant przebywający w kwaterze, która była świetnie zabezpieczona. Przypominała ona bunkier, gdyż było tam tylko małe okienko strzelnicze oraz w zapasie mnóstwo broni. Jednak jakimś trafem udało się tego Niemca zastrzelić. Akcja zakończyła się powodzeniem, około 50 młodych Polaków (junaków) uwolniliśmy i rozpuściliśmy do domu. W trakcie tej akcji pełniłem funkcję jej ochrony i zabezpieczenia. Zanim zaczęliśmy akcję odcięliśmy linie telefoniczne i w ten sposób nie zostały sprowadzone niemieckie posiłki.

Pytanie: W trakcie takich akcji, jak i w czasie całego okresu przynależności musiał mieć Pan ogromne zaufanie do swoich współtowarzyszy?

E. P.: W AK była jedna podstawowa zasada: im mniej się wie o innych członkach tym lepiej i bezpieczniej. Stąd chociażby pseudonimy. Przed wyjściem na akcje bojowe była jeszcze jedna ważna zasada. Polegała ona na tym, że jeden żołnierz AK drugiemu żołnierzowi robił rewizję. Miała ona na celu sprawdzenie, czy nikt nie posiada przy sobie dokumentów, notatek, zdjęć, które mogłyby zdradzić tożsamość czy miejsce zamieszkania.

Pytanie: W 1944 roku Armia Czerwona ponownie przekroczyła granice państwa polskiego. Wszyscy wiemy o założeniach akcji “Burza”. Jak zachował się Pan oraz Pana współtowarzysze w momencie pojawienia się Rosjan?

E. P.: W lipcu 1944 roku ujrzałem ponownie Sowietów, którzy weszli na ziemie polskie. Najpierw Niemców rozbili, jak popularnie się mówiło “nasi partyzanci – Akowcy”. Zatem Kolbuszowa została wyzwolona własnymi siłami Polaków, jeszcze przed przybyciem wojsk  radzieckich. Ja na tę akcję nie poszedłem, gdyż w czasie pracy w kuźni zostałem ranny w nogę i na nią kulałem. Akcja powiodła się, ale zginęło 20 ludzi. Brałem udział w pogrzebie tych żołnierzy AK, dwóch z nich było z mojej drużyny, a nazywali się Bronisław Julian Marek i Franciszek Kolasa. Ponieważ nie brałem udziału w akcji otrzymałem zadanie – ubezpieczanie wiosek. Nie było władz polskich, a Niemcy już się wycofali. Ubezpieczenie polegało na ochronie miejscowej ludności cywilnej przed samymi bandami polskimi dokonującymi rabunków. Do ubezpieczenia kilku wiosek, między innymi Siedlanka, Świerczów, Kosowy, przydzielono 6 osób – warty po trzy osoby.

Pytanie: Zapamiętał Pan nazwiska lub pseudonimy swoich dowódców?

E. P. : Nazwiska dowódców AK przeze mnie zapamiętane to:

-         dowódca drużyny Stanisław Białek; zginął wywieziony przez Rosjan,

-         dowódca plutonu Stanisław Węglarz, porucznik, po wojnie był leśniczym.

Pytanie: Ostatecznie kiedy opuścił Pan szeregi AK?

E. P.: W listopadzie 1944 roku. Było z tym trochę problemów. Wtedy już nie brałem udziału w żadnych akcjach organizowanych przez AK lub przez inne organizacje powstałe na bazie AK. Pracowałem w gospodarstwie ojca i czekałem na zwolnienie z przysięgi. Potem pod  naciskiem komunistów wstąpiłem do Ludowego Wojska Polskiego.

Pytanie: O tym już wspominaliśmy na początku wywiadu. Czy chce Pan na zakończenie coś dodać?

E. P. : Chcę, aby młodzież, taka jak wy nie zapominała o dawnych czasach i nas starych ludziach. Proszę też, abyście zawsze dbali o tę naszą Polskę. Dziękuję za zaproszenie i możliwość opowiedzenia swoich losów, bo muszę dodać, że nami żołnierzami walczącymi o wolną Polskę nikt się już teraz nie interesuje.

Wywiad opracowali: Dawid Adamski i Seweryn Błażejewski – uczniowie klasy III b.

Nauczyciel koordynator projektu: Ewa Rzepka

 

 


 


Jesteś tutaj: Strona główna-Wywiad z p. Plisem-opracowanie wywiadu

Poprzednia strona: transkrypcja wywiadu