GIMNAZJUM IM. MIKOŁAJA KOPERNIKA W JABŁONOWIE POMORSKIM

 

PROJEKT Opowiem Ci o wolnej Polsce

wywiad z p. Emilem Plisem - uczestnikiem walk II wojny światowej

Sprawozdanie
Wywiad z p. Plisem
transkrypcja wywiadu
opracowanie wywiadu
Wspomnienia p. Plisa
Kalendarium
Dokumenty
Autorzy
Mapa serwisu

Transkrypcja wywiadu

przeprowadzonego 15 grudnia 2007 roku z panem Emilem Plisem

uczestnikiem walk we wrześniu 1939 roku oraz żołnierzem Armii Krajowej

     Nazwisko Emil Plis, rocznik 1923, styczeń, więc po szkole podstawowej w n1936 roku w marcu wstąpiłem do Związku Strzeleckiego w Kolbuszowej do orkiestry, tam szkolili nas co niedziela, było szkolenie nie tylko mnie, bo w ogóle. W 1939 roku ....... nie będę mówił, że w 1937 roku byłem na zlocie Związku Strzeleckiego w 1937 roku w Przemyślu, w 1938 roku defiladę odbierał gen. Kasprzycki, MON we Lwowie. Byłem na cmentarzu orląt, zgubiłem ustnik i w 1939 roku 3 maja było zebranie i wtedy przyłączono nas do 17 Pułku Piechoty w Rzeszowie. 1939 roku 3 września, wybuchła wojna, przyleciał goniec, przyjechał na rowerze, że mamy stawić na stadion, tam był nasz punkt zborny, tam była sala. My wzięli rowery, nas trzech było z tej wioski, i instrumenty, myślelim, że nie idziem na wojnę tylko grać. Tam powiedziano nam, że idziemy na ochronę obiektów wojskowych na Ukrainie. Ruszylim w poniedziałek, to było 4 września, nie poszliśmy na Rzeszów tylko na Leżajsk, bo tam byli Niemcy, podchodzili pod Rzeszów. Doszlim pod gradem bomb, nie tylko my szlim, ale masę uciekinierów do Lwowa. We Lwowie był tak straszliwy nalot, że rozbili nasz oddział całkowicie; z jedną podwodą, kapral nas prowadził, szlim my dalej przez Brody, Radziwiłłów aż do Krzemieńca. W Krzemieńcu już gadają, że Rosjanie wkraczają, Sowieci. To na komendę, to nas przywieźli do Białokrynicy, tam stacjonował 12 Pułk Ułanów Podolskich. I tam był pułkownik, nie tylko my, tam było kilka tysięcy ludzi, pilotów, mówi: “po obiedzie tymi podwodami jedziemy na front pod Rawę Ruską”. I dostałem sześć granatów, niosę tak w ręku, a tu wychodzi Rosjanin (“ciubarek”) i mówi: “uchodzi”. Ja mówię zaraz, aż to wyrzucę. On roześmiał się, poczekał, ja zostawił te granaty na podwodzie i poszedłem na obiad. No i ten pułkownik mówi: “rozkaz Naczelnego Wodza – z Rosjanami nie walczyć. Trzeba się poddać do niewoli”. Kilku oficerów widziałem jak popełniali samobójstwo, nie chcieli się dostać do niewoli; podzielili, odsunęli oficerów i podoficerów zaraz osobno, a żołnierzy, wyprowadzili nas z koszar, prowadzili do nocy, chyba my przekroczyli granicę polsko–rosyjską i nad ranem z powrotem nas do koszar. Przyszlim do koszar to tam było zrujnowane wszystko, tak poprzewracane. Wzięli mnie do obsługi, to była kawaleria, do tych koni. Kiedy to byli polskie konie to szło, a jak wymienili na ruskie, to ten piorun wszystko gryzł, kopał. Jak nie szło, to nie dostał żryć. Jeździlim za, bralim owce, bo trzeba było to wojsko wykarmić, byłem w takiej kompanii gospodarczej czy coś. Taki wachmistrz nami dowodził, ale ruski zawsze jeździli na koniach i patrzeli, żebym my nie uciekli. Potem zrobił z nami zebranie taki polidruk i powiedział tak: “Jesteście wolni, możecie iść, tylko uważajcie, bo Ukraińcy mordują polskich żołnierzy. Żebyście nie chodzili osobno, tylko w dużej grupie”. Doszedłem aż do Lwowa. Przed Lwowem, przed samym miastem ........ ale jeszcze wcześniej w Brodach, jedzie pociąg na Lwów, no to wszedłem do wagonu towarowego, to mam z kolanem kłopot wieczny, już pociąg jedzie, wchodzi jakiś konduktor i mówi, że jedzie na Stanisławów. No to jak ja będę jechał na Stanisławów, wszystko co siedziało a do Lwowa miało iść, to wyskakiwało. I uderzyłem w tę latarnię zwrotnikową kolanem, ale jakoś pozbierałem się i idziemy pieszo. Doszlim, jeszcze koło Lwowa gdzieś, poszłem się wysikać tylko a tam leżał żołnierz polski zamordowany. Ukraińcy mordowali Polaków. I tak doszlim za Lwów na Gródek Jagielloński.

     Między Gródkiem a Mościskami zatrzymali nas Sowieci. I teraz Niemcy wypuszczali tych żołnierzy, i nie tylko żołnierzy, którzy byli na wschodzie, a nas Rosjanie puścili teraz do Niemców. Niemcy nas prowadzili, SA na rękawach, zaprowadzili nas do Przemyśla. Najpierw na jakiejś łące my bylim, to wtedy przyszedł ten Niemiec i wziął mi płaszcz, nie wiem czemu, czy na złość, czy mu się spodobał, no nie wiem, trudno mi powiedzieć. Szczęście, że jak my szli w tamtą stronę, w Przemyślu nasz dowódca, porucznik mówi: “chłopaki, te mundury strzeleckie za zimne są, przyszły nowe mundury wojskowe”. I te mundury mieliśmy wyrzucać z wagonów i ładować broń z Przemyśla. Ubierzcie się lepiej w te mundury wojskowe. To może i lepiej, bo gdyby nas Sowieci jako “piłsudczyków” wzięli, to chyba by mnie nie oglądali, dzisiaj chyba bym nie żył. Ale mniejsza. Przekazali nas Niemcom. Niemcy to już była gorsza polityka. To nas prowadzili trójkami, oni na koniach a my pieszo. Teraz jeść skąd, to ludzie stali za rowem, za  szosą i rzucali chleba. To dostałem kolbą, że się schyliłem po ten chleb kawałek. Zaprowadzili nas do Przemyśla, w Przemyślu długo nas nie trzymali, do Żurawnicy, tam stało wojsko przed wojną, to były koszary. Żurawnica była Górna i Dolna. Teraz nie wiem, w Górnej my byli, a w Dolnej stacja. I tam nas Niemcy zrobili, podzielili  już na cugi, czyli plutony. W sali było 30 ludzi i tam był jeden komendant zrobiony dowódcą. To przeważnie byli Ślązacy. W Przemyślu chyba poznałem się, był z mojej wioski Saj Adam i z Dąbrowy Tarnowskiej był Jasiu Nowak. On zginął gdzieś tu koło Wąbrzeźna, pociąg go przejechał. Tak go zabili. I tam już nas wywozili, wojsko, do Niemiec. I ci Śązacy, którzy byli, mówili tak: “Chłopaki po co wy nie uciekacie”. A szli my zawsze na stację. Wody nie było wolno brać. Myć my szli się do Sanu, rozebrani do pasa, tak my się myli. I tam ładowali broń, amunicję na wagony do Niemiec. I wtedy nas pouczył taki jeden fajny człowiek. Po co wy czekacie, przecież z Przemyśla miałem 90 kilometrów do domu. Trzeba uciekać. Jeszcze doradził, że pod wagony mamy wejść i tam gdzie są ciągi hamulcowe na nich ukryć się i do wieczora poczekać, jak się schyli to nas nie widzi. I my we trójkę uciekli, do lasu poszli. Tam był leśniczy, wymienił nam mundury, nie dał tylko bluzę, wypisał, jakie wioski mamy iść, tam gdzie nie było tych Niemców. I doszlim do domu. Tam byłem miesiąc czy dwa, jakiś czas.

      Tam dogadalim się z kolegami, przerzut broni był. Jaka organizacja to nie wiem. Stale tę broń przerzucali i do mnie przynosili, bo mieszkałem blisko lasu. Przez dzień była, na wieczór my znowu przenosili dalej. W 1942 roku wstąpiłem za namową kolegi, złożyłem przysięgę do AK. Tam różne ćwiczenia mielim. W AK brałem udział tak, w 1943 roku w maju w zrzucie broni, później też w 1943 roku pod jesień rozbilim “Bałtyjsk”, to byli tacy junacy, to byli Polacy młodzi, takie młode chłopaki, tam rozbili takie niemieckie skoszarowanie. Tam nas Ukrainiec wziął, że nam otworzy bramę, ale nie otworzył,zaczął strzelać Niemiec, on był w tej kwaterze obmurowany, że tylko okienko, jakby szczelina, tam miał erkaemy. My też strzelalim, ja nie strzelałem, jakim trafem, że dostał.

     W lipcu, koniec lipca w 1944 roku weszli do nas Sowieci. Ja nie poszedłem, najpierw Kolbuszową rozbili partyzanci, Akowcy, ja nie poszedłem, bo za okupacji pracowałem w kuźni i wpadł mi odłamek, byłem kulawy. I zostałem na ubezpieczeniu tych wiosek. Bo nie było Polaków ani Niemców i były takie rabunki. Jeszcze przedtem rozbroilim dwóch Niemców, nas było czterech. Jeden miał 16 lat, drugi 34. My im pokazalim drogę na Dębicę, tam Niemcy się bronili, no bo co z nimi mielim zrobić, oddać ich Sowietom. I tak jakiś czas siedziałem w domu. Było zaraz ogłoszenie, Manifest Lipcowy, pobór do wojska 21, 22, 23, 24 – cztery roczniki. Ja byłem 23 no to podlegałem, ale trzymała mnie przysięga AK. Front był zaraz 20 kilometrów, a w lasach pełno wojska rosyjskiego, no ale 10 listopada 1944 roku Komendant Główny AK zwolnił z przysięgi. Przyjechał na rowerze mój dowódca plutonu: teraz możesz iść do wojska. Ale nie poszłem na mobilizację, ale przerobiłem rocznik, że zamiast 23 byłem 20 rocznik i na tej podstawie poszłem do wojska jako ochotnik. Mam na to dowód, bo mam z wojska taki dowód. Nie poszedłem do swojego WKU tylko do Rzeszowa.

 

 


 


Jesteś tutaj: Strona główna-Wywiad z p. Plisem-transkrypcja wywiadu

Następna strona: opracowanie wywiadu